Pomiar mocy InPeak i mój pierwszy miesiąc z AiTrainer

Ostatnie dwa lata były dla mnie taką trochę stagnacją jeśli chodzi o trening. Jasne, jeździłem – w zeszłym roku nawet więcej niż w zaplanowałem. Aczkolwiek trudno mówić, żeby w jakiś rzeczywisty sposób odbiło się to na wzrost mojej formy. Wszystkie treningi jakie robiłem były robione po omacku, bardziej opierając się na moich odczuciach niż jakimś realnym zrozumieniu tego, co robię. W tym roku postanowiłem trochę to zmienić. Dlatego zainwestowałem w pomiar mocy, a także coś w stylu trenera, czyli AiTrainer.

Pomiar mocy – InPeak

Chyba dla nikogo nie będzie zaskoczeniem, że wybrałem pomiar mocy InPeak. Na tyle, na ile to możliwe, staram się wybieram polskich producentów. No dobra, istotnym aspektem była także cena oraz wsparcie posprzedażowe. Przez chwilę rozważałem pomiar w pedałach, ale jak znam swoje umiejętności to zaraz bym je zniszczył i byłby problem.

InPeak dokładność na poziomie 2%. Dla mnie jest to wystarczająca wartość. Oczywiście, producenci tacy jak Wahoo ze swoimi pedałami Powerlink Zero deklarują dokładność do 1%. Ale cena ponad 3 tysięcy złotych za pomiar w jednym pedale to dla mnie trochę przesada.

Pomiar Mocy

Przez miesiąc odkąd używam InPeaka nie miałem z nim żadnych problemów – co jest dla mnie dobrym prognostykiem na przyszłość. Mam natomiast kilka problemów z ich aplikacją do kalibracji na iOS. Jak dla mnie jest trochę nieczytelna, ale czy musi być? Bo w sumie zaglądam do niej tylko po to, żeby zajrzeć na poziom naładowania baterii i raz na jakiś czas zrobić kalibrację pomiaru. Aczkolwiek rozśmieszyło mnie, że jakiś czas temu znalazłem literówkę w apce. Na szczęście nie jest to coś, co skutecznie uniemożliwiałoby korzystanie z pomiaru.

Wybór platformy

Pomiar mocy to dopiero początek. Prawda jest taka, że to tylko swego rodzaju narzędzie, które może pomóc w osiągnięciu pewnych wyników. Drugą kwestią jest odpowiedni trening, który w pełni wykorzysta pomiar mocy. Przeczytałem chyba jedną z ważniejszych książek dotyczących treningu jaką wydano na naszym rynku czyli Kolarstwo Zaawansowane. I mając wdrożyć to wszystko, co przeczytałem do swojego życia to złapałem się za głowę. Dlatego zdecydowałem się na platformę treningową, która zorganizuje wszystko za mnie.

Ogólnie wybór wszelkiej maści platform treningowych jest spory. Na początku rozważałem przede wszystkim Trainer Road – ze względu na ich podcast, który uwielbiam słuchać, a zwłaszcza kiedy jestem zmuszony do nieco dłuższej podróży samochodem. Aczkolwiek cena subskrypcji mnie trochę odrzuciła. Dlatego postawiłem na platformę InPeaka, czyli AiTrainer. Może jest we mnie trochę Janusza, ale miesięczna subskrypcja na poziomie 75 złotych zdecydowanie mnie zachęciła. Teraz jest to chyba trochę drożej, bo trafiłem na jakąś promocję. A tym, co ostatecznie skłoniło mnie do wyboru to możliwość kontaktu z trenerami, takimi jak Bartek Huzarski czy Bartosz Mikler przemówiła do mnie. Tak, mam słabość do marketingu opartego na znanych nazwiskach. I nie wstydzę się tego, jeśli nazwiska pasują do danego produktu.

Pierwszy miesiąc treningów – czy pomiar mocy coś daje?

No dobra, to może taka uwaga. Postaram się raz w każdym miesiącu pisać podsumowanie przeprowadzonych treningów. Tak, żeby mieć pełen pogląd jak się zmienia moja wydolność i moc na przestrzeni czasu i korzystania z platformy AiTrainer. Mam za sobą już pierwszy miesiąc treningów i jestem zadowolony. Podoba mi się to, że mogę przesuwać poszczególne bloki dostosowując je do swojego harmonogramu. A ten mam dosyć ruchomy. Niestety można to robić tylko w zakresie jednego dnia, no ale cóż. Zawsze coś.

Przy rozpoczęciu treningów trzeba wybrać ścieżkę, jaką chce się podążać. Szosę, MTB, Gravel lub przełaj. Z oczywistych względów wybrałem szosę, co też nie powinno nikogo dziwić. W kolejnym kroku należy zdecydować się na liczbę godzin spędzonych na treningu w tygodniu i koniec. Bierzemy się za trenowanie.

Pomiar mocy
Trening jest tak zoptymalizowany, że nawet pogadać się da

Moje FTP to na tę chwilę 253 i pod tym kątem są ustawione moje treningi. Mam ich 4 w tygodniu, z jednym dłuższym, który zapisany mam na weekend. Nie ukrywam, że na tę chwilę jest to dosyć uporczywe, przy tak zmiennej pogodzie. Mój trenażer to przedpotowy Tacx, na którym da się poćwiczyć, ale nie jest to najlepsze rozwiązanie. W każdym razie mogę dzięki niemu nadrobić zaległości w serialach. Aktualnie nadrabiam dokument dotyczący Movistaru i sprawdza się do tego świetnie.

No dobra, ale to nie na tym miałem się skupiać.

Jest przyjemnie

Korzystanie z AiTrainer jest przyjemne. Do współpracy z nim nie jest niezbędny pomiar mocy, bo wystarczy pulsometr, ale pomiar znacznie ułatwia pracę. Podoba mi się, że treningi ustawione są w taki sposób, że nigdy nie czuję nadmiernego zmęczenia. Dwa treningi w tygodniu skupiają się na budowaniu mocy i VO2Max, jeden na progu tlenowym, a jeden to zwykła jazda regeneracyjna.

Ze wszystkich treningów jakie miałem do tej pory tylko jeden mnie przerósł – była to właśnie jazda w tlenie na trenażerze. Po prostu nie jestem w stanie wytrzymać dłużej niż półtorej godziny. Wykonałem główną część treningu, i po niej po prostu zszedłem z roweru. Nie pomogły bidony, wiatrak i wietrzenie pokoju. Podziwiam osoby ze społeczności Zwifta, że są w stanie wytrzymać na trenażerze po kilka godzin. Dla mnie wszystko powyżej godziny to już walka z głową.

Ale kiedy mogę robić trening na zewnątrz to po prostu jest przyjemnie. Jeszcze nie miałem sytuacji, że zrezygnowałem z wykonania treningu w jego trakcie, bo przerosła mnie moc. Wszystko jest wyliczone tak, że po prostu może być ciężko, ale nie niemożliwe. I to mi się podoba.

Przemyślenia

No dobra, ale jakieś przemyślenia po pierwszym miesiącu? Po miesiącu to trudno o jakiekolwiek podsumowania. Zrobiłem 15 treningów, z czego jeden był ciut za trudny jeśli chodzi o spędzenie na trenażerze ponad 2,5 godziny. Minusem jeśli chodzi o AiTraining jest dla mnie brak aplikacji na iOS, a także brak synchronizacji z Wahoo. Żeby przerzucić trening na komputer rowerowy muszę podpiąć go bezpośrednio do Maca i przerzucić trening po kablu. Trochę uciążliwe w XXI wieku, ale co się poradzi? Nie wyobrażam sobie teraz przejścia na Garmina, a z nim – z tego co widziałem – nie ma żadnych problemów z synchronizacją. Za miesiąc napiszę bardziej obszerny tekst, może w międzyczasie sprawdzę czy wzrosło mi FTP. Na tę chwilę, dzięki temu, że przejrzystemu harmonogramu treningowi udało mi się zrzucić 1,5 kilograma. Także jest jakiś plus.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Explosia
1 miesiąc temu

Bardzo ciekawy artykuł. Z niecierpliwością będę czekał na dalsze twoje przemyślenia o tym produkcie.