Odkrycie rowerowe 2021 roku – moje doświadczenia

Co prawda rok się jeszcze nie skończył, ale kiedy spoglądam do swojego kalendarza, to wiem, że jeśli usiądę do pisania pod koniec roku to się z nie wyrobię. Dlatego wolę to zrobić wcześniej. Dlatego już dzisiaj podsumuję swoje odkrycie rowerowe, a raczej powinienem powiedzieć odkrycia. W liczbie mnogiej. Nie tylko w kwestii sprzętu, ale ogólnie w moim małym świecie rowerowym. Także, chyba nie ma co przedłużać i trzeba zabierać się do pisania, albo – jak to jest w Twoim przypadku – czytania.

Moje największe odkrycie rowerowe – Kolarska Grupa Białołęcka

No dobra, to takie nie do końca odkrycie, a z pewnością nie moje. Grupa na Facebooku powstała jeszcze w 2020 roku, a ja zostałem do niej zaproszony. Na początku była to drobna społeczność jeżdżąca po tak zwanej Pętli Aleksandrów. Taka idealna trasa do robienia treningów, która jest jednocześnie chyba jednym z najbardziej znanych punktów w okolicy warszawskiej Białołęki. Zwłaszcza jeśli chodzi o jazdę szosą i na czasówkach. Jeszcze dwa lata temu sporo zdjęć na moim Instagramie pochodziło właśnie z tamtej okolicy.

W 2021 roku zaczęliśmy jednak trochę aktywniej się spotykać. Pierwsza jazda została zapoczątkowana przez Rafała, a ostatecznie – zupełnym przypadkiem – wziąłem w niej udział tylko ja i Dominik. Był to marzec i było zimno. Bardzo zimno. Dwa tygodnie później odbyła się już pełnoprawna ustawka, w której wzięło udział sporo osób. To podczas niej zrodził się pomysł koszulek rowerowych, a potem poszło już szybko. Do projektu dołączyło trzech partnerów – Decathlon Targówek, Kiln Serv i Techna Studio. To ich logotypu możecie zobaczyć na naszych koszulkach.

Koszulkach, które w moim osobistym odczuciu, są jednymi z najładniejszych koszulek zespołów amatorskich. Ogromna w tym zasługa Mariusza oraz Kasi, a także rzeszy innych osób, które przyczyniły się do jej powstania. Zanim zapytasz – wykonane zostały w Atak Sport i jest to absolutny top. Materiały, zszycie i tak dalej są na naprawdę wysokim poziomie. Jak dla mnie na lepszym niż koszulki, w której jeździłem dla XBOX Bike Team.

KGB, bo taki jest nasz akronim, to taki – pod pewnymi względami – dziwny twór. Większość naszych jazd utrzymanych jest w formule Coffee Ride’ów. Aczkolwiek mamy też treningi, w trakcie których mogą zapiec łydki. Ogólnie, żeby nie przedłużać, projekt nam się stabilnie rozwija, a co najważniejsze, nasza społeczność rośnie i cały czas przyciąga nowe osoby.

Owijka rowerowa Giant Stratus Lite 3.0

Dobra owijka rowerowa to skarb. Dlatego znalezienie odpowiedniej jest zawsze problematyczne. Miałem okazję jeździć już na najróżniejszych rozwiązaniach – Pro, Supacaz, Bike Ribbon, Specialized i kilku innych. W tym roku postawiłem jednak na produkt Gianta, a dokładniej mówiąc – model Stratus Lite. I wcale nie dlatego, że miał w nazwie Lite i chciałem odchudzić nieco rower. Po prostu przypadł mi do gustu kolor owijki doskonale komponujący się z napisami na ramie. A kiedy trochę więcej na niej pojeździłem, to stwierdziłem, że to kolejne odkrycie rowerowe 2021. W sensie, że moje odkrycie rowerowe – bo z pewnością poprzednie modele też komuś do gustu przypadły. Inaczej nie powstałyby kolejene jej wersje.

Głównie za sprawą tego, jak dobrze się ją trzyma oraz jaką zapewnia przyczepność dłoniom. W dotyku jest łudząco podobna do Supacaza. W przypadku Supacaza miałem tylko jeden problem – była nieco za gruba. Natomiast w Stratus Lite tego nie doświadczyłem, bo owijka jest nieco cieńsza. Nie jakoś znacznie, ale wystarczająco, by wygodniej leżała w dłoni.

Odkrycie rowerowe
Nie jest to jakieś wybitne zdjęcie, ale przynajmniej owijkę dobrze widać

Od lipca do października pracowałem w jednej z warszawskich agencji PR. Na tyle blisko, że dojazd na rowerze nie wiązał się z przepoceniem. Z resztą można to zobaczyć u mnie na Stravie. Ale nie o tym miało być. Tak się złożyło, że w sierpniu kilka dni było wyjątkowo deszczowych. Na tyle, że w domu okazywało się, że dosłownie wszystko mam przemoczone. Łącznie z odzieżą na zmianę wożoną w plecaku. A owijka zawsze trzymała dłoń pewnie i nie miałem ryzyka, że zsunie się ona z kierownicy. W sensie dłoń, a nie owijka.

Co można powiedzieć więcej o owijce? Nakłada się ją wygodnie, bez większych problemów – z resztą jakby jakakolwiek owijka sprawiała problemy przy nawijaniu.Klej jest na tyle mocny, że nic się nie odkleja i wszystko siedzi na swoim miejscu. Jedyny minus to, jak dla mnie, zwykłe korki kierownicy. W przypadku produktu raczej z kategorii tych bardziej premium można byłoby się pokusić o aluminiowe. Ale nie można mieć wszystkiego. I tak, przy cenie 125 zł jest dla mnie absolutnym topem. I z pewnością przy wyborze nowej owijki na przyszły sezon skłonię się raczej ku niej, niż innym rozwiązaniom.

Kolarstwo torowe i MTB

O kolarstwie torowym już wpis powstał i możesz go znaleźć tutaj. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to moje odkrycie rowerowe. Z resztą rower MTB też nim był. Bo udało mi się pojeździć trochę na Giant XTC SLR 2021.

W ogóle dziwna sprawa z tym moim rokiem 2021. Nakręciłem więcej kilometrów niż w ostatnich latach, do tego pojeździłem w terenie, a ostatnio zacząłem też jeździć na torze. I się przy tym nie zabiłem, chociaż moje umiejętności wskazywałyby na to, że mam duże szanse na śmierć. W każdym razie, miałem kupę zabawy z jazdy.

Odkrycie rowerowe
Ja na kole 29 cali to rzadki widok

Kolarstwo górskie pojawiło się znikąd. Napisałem do Gianta z zapytaniem, czy nie chcieliby mi udostępnić jakieś szosy na testy, a dostałem górala. I tak jak patrzę na to z perspektywy czasu to brakuje mi go strasznie teraz. Najchętniej, zamiast siadać na trenażerze, wolałbym rano wyskoczyć na godzinkę czy dwie do okolicznego lasu i trochę pobawić się w terenie. Bo zabawa była przednia. Aczkolwiek wciąż rozważam jeszcze gravela. Także jeśli czyta to ktoś z KROSS lub Gianta, to wiedzcie, że się ładnie uśmiecham do Was. I kto pierwszy ten lepszy 😉

No dobra, ale jak dla mnie absolutnym sztosem jest jazda na torze. O moich pierwszych wrażeniach mogliście już przeczytać, ale prawda jest taka, że z każdą kolejną jazdą coraz bardziej mi się to podoba. Te 2 godziny, które spędzam w niedziele na torze daje mi totalny wycisk i uczy kadencji jak mało co. Normalnie na szosie mam problem z utrzymaniem stałego rytmu pedałowania, lubię sobie odpuścić, a na torze nie mogę sobie na to pozwolić. Wystarczy mi, że raz serce podeszło mi do gardła, jak zapomniałem o ciągłym pedałowaniu. Było blisko, ale udało się jechać dalej.

Odkrycie rowerowe, a raczej oponowe – Goodyear Eagle F1

Kolejną minirecenzją, bo w sumie do tego sprowadza się ten tekst, jest moja opinia na temat opon Goodyear Eagle F1. W wersji pod klasyczną dętkę, bo moje koła nie są przystosowane pod tubeless. A z resztą, jakoś nie śpieszy mi się do montażu mleka w rowerze, zwłaszcza kiedy widzę ile jest z tym problemów. Świetnie może się to sprawdzać w terenie, ale na asfalcie jakoś tego nie widzę. Może jakbym się na takim rozwiązaniu przejechał, to przekonałbym się do niego.

Goodyear Eagle F1 to opona z wyższej półki, przeznaczona głównie do bardziej wyczynowej jazdy. Najtańsza spomiędzy Continetala GP5000, Vittorii Corsa czy Pirelli P-Zero, bo kosztująca od 150 do 170 zł, w zależności od sklepu. Mnie urzekła beżowym kolorem boku, i to głównie dlatego ją wybrałem. Jasne, przeglądałem jakieś tam wykresy, jak wypada pomiędzy swoimi głównymi konkurentami, ale nie oszukujmy się. Różnicy w okolicach 4-5 watów nie poczuję. Wagowo wypadają także podobnie.

Odkrycie rowerowe 2021
Opona, jak opona. Ale trzeba przyznać, że ładnie się prezentuje

Jak się natomiast na nich jeździ? Dosyć specyficznie. To zupełnie inne uczucie niż to, które towarzyszyło mi podczas jazdy na Conti. Według mnie są zrobione z trochę miększej mieszanki gum i przez pierwszych kilka jazd miałem ciągle uczucie jazdy na kapciu. Odporność na przebicia? Źle nie jest, ale też prawda jest taka, że w mojej okolicy asfalty są całkiem niezłej jakości, wysokich krawężników nie mam i ogólnie jest nieźle. Aczkolwiek podsiodłówkę warto mieć ze sobą zawsze.

Ogólnie polubiłem te oponki. Dobrze trzymają w każdych warunkach, łatwo można założyć je na obręcz – a to nie zawsze jest takie oczywiste. W przypadku Continentali zawsze miałem z tym problem i musiałem sobie pomagać łyżką do opon. Tutaj wystarczą palce. Zastanawia mnie tylko jaka sprawdzą się w dłuższym użytkowaniu. Bo na razie przejechałem na nich około 1,5 tysiąca kilometrów. Na Continentalach Grand Prix 4000 IIs bez problemu udawało mi się przejeżdżać po 10 tysięcy. Chociaż często zdarzało się, że łapały też głupie rozcięcia, przez które lądowały w koszu po krótszym dystansie.

Łączenie pracy z pasją

Na koniec trochę indywidualnego spostrzeżenia. Jakkolwiek głupio to brzmi w kontekście bardzo subiektywnego tekstu o – tak obiektywnie mówiąc – moich zakupach w 2021. Ten rok był ciężki z wielu powodów. Ale po raz pierwszy udało faktycznie połączyć mi się pasję z pracą. Nie będzie dla większości z Was zaskoczeniem, że prowadzę własną firmę. Piszę teksty, promuję firmy w mediach, przygotowuję strategie komunikacyjne i tak dalej. Przygotowuję także teksty reklamowe i tym podobne. Pewnie nie raz natknęliście się na jakiś tekst napisany przeze mnie poza tym blogiem i nawet nie zdawaliście sobie z tego sprawy.

Odkrycia rowerowe
Specialized to nie jest firma, dla której jestem podwykonawcą. Tak uprzedzając pytania 🙂

Tak się złożyło, że szczęśliwym zbiegiem okoliczności współpracuję z dużą firmą rowerową. A ponadto także wspieram marketingowo studio zajmujące się produkcją gier. Te dwie firmy to moi najwięksi klienci, tacy, o których mogłem pomarzyć. A jakimś cudem się udało. Także moje codzienne życie to pisanie o grach i pisanie o rowerach. Tak w dużym skrócie. Nie dość, że jeżdżę dla przyjemności, to robię to jeszcze zarobkowo. Niemal jak zawodowy kolarz… dobra, nie rozpędzajmy się tak. W każdym razie jestem dumny, że mogę być składową ostatecznego sukcesu tej Firmy. A największą przyjemność sprawia mi, kiedy słyszę, że tekst na stronie internetowej skłonił kogoś do zakupu tego sprzętu. Przez wszystkie swoje lata spędzone w agencjach PRowych nie miałem takiego uczucia spełnienia.

Plany na 2022?

Kiedy zaczynałem pisać ten tekst był 1.12. Napisanie go, zajęło mi prawie dwa tygodnie. To i tak szybciej niż zakładałem. W międzyczasie napisałem około 40 stron innych tekstów. Materiałów marketingowych i prasowych.

Powoli planuję już mój rok 2022. Wiem, że czeka mnie mnóstwo pracy, bo zapowiadają się bardzo fajne projekty w firmach, które obsługuję. Możliwe, że o niektórych przeczytacie nawet tutaj. Ale nie chcę zapeszać. Wiem natomiast, że powoli planuję już swoje starty w wyścigach na 2022 rok. Z pewnością pojawię się na Tatra Road Race. Planuję też Tour de Pologne Amatorów i może jeszcze coś w górach. Na pewno chciałbym pojawić się na Kaszebe Runda, tym bardziej, że coraz więcej osób z mojego zespołu wpisuje sobie ten wyścig do kalendarza.

No i co najważniejsze – czas w końcu wziąć się porządnie za jeżdżenie z rodziną. Czas kupić Asi gravela, a Idę przyuczyć do samodzielnej jazdy. Jeśli macie jakieś złote rady to chętnie poczytam!

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments