Jakie koła szosowe wybrać?

Jeszcze kiedy byłem na poprzednim hostingu, i zanim zabrałem się za porządki na blogu, popełniłem pewien wpis poświęcony wyborowi kół do roweru. W domyśle roweru szosowego, bo to w tym się specjalizuję. Przy okazji zmiany komputera odgrzebałem go w swoich dokumentach i postanowiłem nieco przerobić. Założenie było słuszne – w moim odczuciu. Pisałem ma temat tego, jak wypaczone są wszelkiego rodzaju testy kół szosowych w polskim internecie. Niezależnie czy jest to Evanlite, Nextie, Vinci czy jakikolwiek inny producent to ze świecą można szukać informacji na temat tego czy wpis jest sponsorowany czy nie. Dlatego zanim zacznę pisać o tym jakie koła szosowe do roweru wybrać, chciałbym wspomnieć na temat tego, dlaczego nie należy się za bardzo kierować opiniami zamieszczonymi na youtubie i blogach. Tak – tym, który czytasz obecnie, także.

Marketing i widoczność w Internecie

Tak mi się życie poukładało, że zawodowo zajmuję się PRem, marketingiem, copywritingiem i wieloma innymi kwestiami związanymi z widocznością firm w Internecie. W związku z wykonywanymi obowiązkami bardzo często kontaktuję się także z wszelkiej maści twórcami. Najczęściej są to influencerzy związani z szeroko rozumianą branżą FMCG, ale także gamingiem i kilkoma innymi. Nie będzie tajemnicą, jeśli zdradzę jak wygląda taki kontakt.

Po pierwsze – firma najczęściej przesyła ogólny brief. Czyli taki dokument, w którym informuje jak mówić o produkcie. Jakie jego cechy podkreślić, jak łączyć go z innymi produktami producenta, jakich hashtagów używać i tym podobne. Ile wpisów należy przygotować, w jakich ramach czasowych. Do twórcy należy przygotowanie opisu zgodnego z otrzymanym briefem, dodanie zdjęcia i wysłanie go do akceptacji. Dopiero po otrzymaniu zgody może zamieścić materiał w swoich mediach społecznościowych.

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ wciąż wiedza na temat marketingu internetowego w naszym kraju jest minimalna. Bez większych problemów większość z nas jest w stanie określić, który post został stworzony przy płatnej współpracy. W przypadku normalnych influencerów. Nie wiem czemu, ale świat rowerowy rządzi się trochę innymi prawami. W tym przypadku, dopóki materiał nie jest oznaczony jako sponsorowany, większość nie dostrzega problemu.

Szczególnie widoczne jest to dla mnie w przypadku kół rowerowych pewnej popularnej w Polsce marki. Sam kiedyś pisałem do niej z zapytaniem o współpracę, jednak otrzymując wytyczne postanowiłem zrezygnować. Tym bardziej, że mówiliśmy o współpracy bezpłatnej, nawet nie barterowej. Czyli wszystkie wydatki po mojej stronie, bez żadnych profitów. Poza możliwością pojeżdżenia na ich kołach przez tydzień czy dwa.

Ogólnie do płatnych treści nic nie mam – o ile są odpowiednio oznaczone. A te nigdy nie są. Na pewno nie na naszym polskim podwórku. Aż mam ochotę, żeby i tutaj UOKiK się przyjrzał.

Cena niezależności

Dlatego kiedy piszę do firm z prośbą o udostępnienie mi ich produktów tak cenię sobie bezpłatną współpracę. Dostanę produkt na własność? Super – tak było w przypadku butów Shimano RC 701, które nawet oznaczyłem jako wpis sponsorowany. I ze strony kilku blogerów dostałem zapytania czemu o tym wspominałem. Cóż, chciałem grać w otwarte karty. Jak dla mnie lepiej jest, kiedy czytelnik/widz, wie o współpracy. Wtedy może nieco bardziej krytycznie podejść do danego tekstu/filmu.

Obecnie UOKiK bierze się za twórców internetowych. Nie oznaczając materiału jako sponsorowany można narazić się na karę. Czy jest to krok w dobrą stronę? Dla mnie tak, aczkolwiek w przypadku rowerowego grajdołka nie ma twórcy z takimi zasięgami, żeby czekała kogokolwiek kontrola. Aczkolwiek w przypadku pewnego pana myślę, że by się przydała. Bo tam czasami wchodzi to już na wyższy poziom.

Ale skończmy już ten dodatek do wpisu. Jakie koła do roweru szosowego wybrać?

Jak ja podchodzę do współpracy?

Jednak zanim przejdziemy do tego jakie koła wybrać, jeszcze drobne wyjaśnienie jak ja podchodzę do kwestii współpracy przy recenzjach kół szosowych. Podstawą jest, żeby była bezpłatna i żebym nie musiał przedstawiać tekstu do autoryzacji. Jeśli wymagana jest autoryzacja, to cóż – sorry, amigo, ale ja w to nie wchodzę. Nie chce mi się wydłużać i tak już dosyć długiego procesu publikowania treści na tym blogu.

Po drugie, chcę mieć koła na możliwie jak najdłuższy okres. Ideałem byłoby, żeby otrzymać je na cały sezon, ale jest to niemal niemożliwe. Dlatego takim niezbędnym minimum jest miesiąc. W ciągu miesiąca jestem w stanie je sprawdzić dosyć sensownie.

Jakie koła szosowe do rower?

Na przestrzeni lat miałem okazję pojeździć na kilku produktach polskich producentów. Aczkolwiek powinienem ubrać to wyrażenie w cudzysłów, bo najczęściej są to po prostu obręcze zamawiane w Chinach, na których składane są gotowe zestawy. Wielu producentów o tym pisze, ale nie każdy. Jeździłem na Vinci, Ronach i Nextie. Wszystkie były bardzo dobre, dlatego dostaną oddzielne akapity. Tak jeszcze żeby wyjaśnić – z każdymi z tych kół odwiedziłem zaprzyjaźniony serwis rowerowy (czyli WawaBike) żeby rzuciły na nie okiem pod kątem jakości wykonania i zaplotu samych kół. Jeśli nic o tym nie wspominam, znaczy że ich zdaniem koła są w porządku.

Koła szosowe Nextie

Koła Nextie – to od nich zacznę, bo wciąż bardzo pozytywnie je wspominam i zawsze będę je polecał. Nie tylko ze względu, że odpowiedzialny jest za nie mój kolega. Znam po prostu mnóstwo ludzi, którzy jeżdżą na jego produkcie i wiem, że nic się z nim nie dzieje.

Ja miałem okazję pojeździć na kołach Nextie ze stożkiem 45 milimetrów. Taką wysokość obręczy mam także w moich prywatnych Equatorach i uważam, że jest to najlepsza wysokość jeśli chodzi o jazdę w każdym terenie. Takie koła do roweru szosowego doskonale sprawdzą się na płaskim i lekkich pagórkach, a nawet w górach nie będą stanowić większego balastu. Zestaw, który miałem okazję testować złożony był na piastach DT Swiss 350, ale składając własne Jaromir daje pełną dowolność w konfiguracji. Także nic nie stoi na przeszkodzie, by złożyć je na DT Swissach 180 lub jeszcze innych, które masz aktualnie w domu.

Jak się sprawują same obręcze? Pomimo normalnej wagi (waga zestawu 45 milimetrów wynosi około 1500 gramów) są niezwykle odporne na wszelkiego rodzaju uszkodzenia. Kiedy na nich jeździłem moja waga była dosyć wysoka, a i tak nie stanowiło to dla nich problemu. Najlepszą rekomendacją może być chyba to, że bez problemu wytrzymywały też pod osobami ważącymi powyżej 115 kilogramów. Także produkt na lata.

Świetna była także powierzchnia hamowania. Aczkolwiek chyba nie muszę już o tym pisać, bo tylko takie dinozaury jak ja pozostają przy tym rozwiązaniu. Niestety szczęki umierają.

Koła szosowe Vinci

Vinci, to koła do roweru szosowego, które od początku urzekły mnie swoim wyglądem. Czarna obręcz połączona z lekko zielonymi grafikami wyglądała dla mnie niezwykle schludnie. Grafika była też na minimalistyczna, przez co nie rzucała się zbytnio w oczy, a dodawała rowerowi uroku. Żałuję, że kompletnie nie współgrała z moim ówczesnym rowerem, czyli czerwonym Specialized Allez. To już rok odkąd go sprzedałem, a wciąż mam do niego ogromny sentyment. Na tyle duży, że na tor korci mnie zakup Speca Allez Sprint w wersji torowej. Ale nigdzie nie mogę go znaleźć. Podobnie jak czerwonego Langstera, który też mocno siedzi w moim sercu.

Ale mieliśmy rozmawiać o Vinci, a nie o moich marzeniach jeśli chodzi o zakup roweru na tor. Vinci były bardzo fajnymi kołami jeśli chodzi o jakość jazdy na nich. Stożek ten sam, co w przypadku kół Nextie, ale różnica tkwiła w piastach. Te były sygnowane logotypem Vinci, czyli podejrzewam jakieś chińskie komponenty. Co nie zmienia faktu, że bardzo dobrze się toczyły i świetnie łapały prędkość i ją utrzymywały. W przypadku kół Vinci do testów otrzymałem wersję pod szytkę. Czy koła pod szytkę to dobry wybór dla amatora? Trudno mi się wypowiedzieć, bo na takim rozwiązaniu jeździłem tylko miesiąc. Nie zmienia to faktu, że raczej w prywatnym komplecie postawiłbym na coś sprawdzonego, czyli dętkę i oponę.

Na Vinci jeździłem kiedy Asia była w ciąży. Ja natomiast byłem w tym czasie w ciąży współczującej i ważyłem powyżej 90 kg. I bez problemu znosiły to moje obciążenie. Także, nawet kiedy jesteś cięższym zawodnikiem to mogę z pełnym sercem je polecić. Aczkolwiek zalecałbym wersję pod oponkę, bo dla mnie z szytką jest za dużo roboty. Ale każdy lubi co innego.

Koła szosowe RON

Albo raczej koła do triathlonu. Na początku działalności bloga udało mi się uzyskać od polskiego producenta koła do testów. I był to mój pierwszy kontakt ze stożkiem wyższym niż 45 mm. Do testów otrzymałem koła z obręczą o wysokości 88 mm. W sumie niewiele temu brakowało do dysku.

Jak się na tym jeździło? Póki nie miałem wiatru bocznego, zaskakująco dobrze. Aczkolwiek do codziennych jazd raczej bym tego nie zakładał. Na zawody w triathlonie? Jak najbardziej – co z resztą wielu zawodników robi. Z resztą taki jest też główny target Rona – triatloniści. W każdym razie to jest moje wrażenie kiedy patrzę na to, co prezentowane jest w ich mediach społecznościowych.

Koła, które testowałem miały aluminiową powierzchnię hamowania połączoną z karbonowym stożkiem. Jest to bardzo interesujące rozwiązanie, które pozwala na skuteczne hamowanie w każdych warunkach. Bo w przypadku pełnej karbonowej obręczy bywa z tym różnie w deszczu. A koła niosą jak wściekłe, stożek 88 milimetrów niesie świetnie. Nawet będąc w beznadziejnej formie wykręcałem bardzo dobre wyniki. Gorsze niż moje obecne, ale na tamte czasy to był kosmos.

Jednak mają drobny problem, a mianowicie sporo serwisów narzeka na pracę nad nimi. Sam się na tym nie znam, ale ponoć są problemy z ich odpowiednim wycentrowaniem. Ale jeśli coś się psuje to producent szybko problem naprawia.

Aluminiowe koła szosowe – Vision Team 35, Mavic Aksium i inne

No dobra, a teraz trochę o trochę bardziej budżetowych rozwiązaniach. Bo nie zawsze trzeba kupować karbon żeby odczuć różnicę – czasami wystarczą dobrej klasy aluminiowe koła szosowe. Za takie uważam wszelkiej maści koła typu Vision Team 35, Mavic Aksium, Campagnolo Zondy i inne.

W swoim prywatnym użytku miałem dwa zestawy aluminiowe – Vision Team 35 oraz Mavic Aksium. Te koła szosowe od Mavica pozostawię nieco bez komentarza. Głównie ze względu na dostęp do części zamiennych. Kiedy pękła mi szprycha musiałem sporo się nachodzić za nowymi. W końcu się udało, aczkolwiek nie w oryginalnym malowaniu, przez co ostatecznie jedna szprycha była innego koloru.

Zupełnie inne zdanie mam natomiast na temat Vision Team 35, które do dzisiaj darzę sporym uczuciem. Przejechałem na nich sporo wyścigów, zarówno w słoneczne jak i deszczowe dni. Zawsze świetnie się toczyły i nawet raz nie musiałem do nich zaglądać – ani razu nie były centrowane, piast nie trzeba było serwisować i tak dalej. Jedyny problem, to szybko schodząca anoda – na początku wyglądają niemal jak karbony, by po kilkunastu lub kilkuset, w zależności od używanych klocków, hamowaniach wyglądały jak każde aluminiowe koła szosowe. Aczkolwiek wraz z rosnącą popularnością hamulców tarczowych ten problem po prostu znika. Swoje koła Vision Team 35 sprzedałam i z powodzeniem jeżdżą teraz gdzieś w okolicach Łodzi.

Zasadniczo, moim zdaniem, w przypadku aluminiowych kół nie da się źle trafić. Są równie wytrzymałe i tak samo sztywne jak koła karbonowe – w każdym razie moim zdaniem. A na amatorskim poziomie absolutnie nie ma powodu, żeby się w nie pakować. Więcej korzyści przyniesie odpowiedni trening, odżywianie oraz dobra zabawa w trakcie jazdy. A jeśli obawa o koła będzie stanowiła mentalną blokadę w trakcie bardziej agresywnej jazdy, to nigdy w pełni nie wykorzystasz ich możliwości. Wiem to po sobie – w lipcu lub sierpniu miałem poważne obawy o stan tylnego koła i nagle zacząłem jeździć dużo bardziej zachowawczo.

A! I na Vision Team 35 przejechałem niezwykle trudny Memoriał Królaka w wersji z jazdą po kocich łbach na ulicy Bednarskiej. Nie wiem czy wiecie, ale były tam kiedyś wspaniałe pierogi. Ostatnio udałem się tam z rodziną, i wiecie co? SĄ JUŻ ZAMKNIĘTE!

Słowem podsumowania

Długi wpis mi wyszedł. Chyba jeden z najdłuższych na tym blogu. Aczkolwiek to, co powinno się z niego wynieść – nie sugeruj się opiniami na temat kół patrząc na blogerów. Szczęśliwie lub nie ten wpis zbiegł się z opublikowaniem filmu przez czołowego polskiego youtubera, który już w momencie zakładania nowych kół do roweru mówi jakie one są wspaniałe. Pierwszy raz w życiu spotykam się z takim jasnowidztwem, ale cóż. Możliwe, że sugerował się materiałami GCNu, który niedawno opublikował sponsorowany film na ich temat. Jak z resztą wielu innych twórców w rowerowym zakątku YouTube’a. Jednak tylko w jego i maksymalnie dwóch/trzech innych przypadkach nie widziałem informacji na temat treści sponsorowanych. Przypadek? Nie sądzę. W każdym razie nie w jego przypadku.

Oczywiście, każdy powinien być nagradzany finansowo za swoją pracę. Jednak w przypadku pracy influencerów mam wrażenie, że powinna być ona dużo bardziej przejrzysta. Nie mówię, żeby mówili od razu ile pieniędzy dostali za te treści. Większość stawek branżowych znam i tak, więc dla mnie nie jest to żadna tajemnica. Ale chodzi o uczciwe informowanie o tym, kiedy coś jest opłacone przez producenta, a kiedy nie.

O kurde, tematem przewodnim miały być koła szosowe. Także, podsumowując – nieważne, co weźmiesz i tak będziesz zadowolony. W większym, bądź mniejszym stopniu. Przejrzyj opinie użytkowników na forach, poczytaj blogi i wyciągnij wniosku. Nie traktuj jednak jednego kolesia piszącego lub mówiącego na youtubie o tym jak dany produkt jest zajebisty za wyrocznię. Po prostu źle potem na tym wyjdziesz.

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments