Życie

Szosa na tarczach czy klasycznych hamulcach – krótki poradnik

Od dłuższego czasu zastanawiam się nad nowym rowerem – wybór jest prosty, bo będzie to szosa. Przyszły rok będzie już tym, w którym pożegnam się z wysłużonym Specem, na którym zwiedziłem wiele pięknych miejsc, oraz który służył mi w trakcie wielu wyścigów. Producent już jest wybrany, teraz został tylko model. Najpewniej jeszcze ze dwa sezonu zostanę na klasycznych hamulcach, aczkolwiek nie wykluczam, że już teraz przejdę na hamulce tarczowe. Wszystko zależy od malowań modelu, który wybrałem. Ale także i Ty należysz do tych niezdecydowanych to cóż, ten tekst jest dla Ciebie. Wiem, że zaraz się odezwie rzesza osób, krzycząc że tarcze to przyszłość. I muszę się z nimi zgodzić. Ale zacznijmy.

Szosa na klasycznych hamulcach

Szos na klasycznych hamulcach jest… coraz mniej. U takich producentów jak Specialized nie znajdziecie żadnej propozycji na sezon 2020 na klasycznych hamulcach. Pokazuje to doskonale w jakim kierunku zmierza branża i nie ma się czemu dziwić. Ale o tym, dlaczego trzeba brać szosę na hamulcach tarczowych będzie poniżej. Tutaj postaram się dać racjonalne powody, dla których szosa na klasycznych hamulcach szczękowych to dobry pomysł. Nie będzie to długi akapit, bo powodów dla których jest to dobry pomysł jest… coraz mniej.

Zacznijmy od najbardziej oczywistego powodu – wyglądu. Przez tyle lat napatrzyliśmy się na te hamulce i szosa z nimi wygląda po prostu schludnie. Klasyczne hamulce nadają rowerowi szosowemu pewnego unikalnego wyglądu, pewnej estetyki. I to jest najważniejszy powód dla mnie, żeby zostać przy takiej opcji. To samo tyczy się klamkomanetek – klasyczne na linkę wyglądają dużo delikatniej i – dla mnie – leżą dużo lepiej w dłoni w przeciwieństwie do ich hydraulicznych odpowiedników. Można zakrzyknąć, że wystarczy kupić wersję Di2… i jest to doskonały argument. Bo wersja hydrauliczna Di2 nie różni się chyba niczym w kwestii estetyki od klasycznej klamki.

Kolejnym argumentem jest dostępność kół. Przez tyle lat na rynku pojawiło się tak wiele marek produkujących koła szosowe pod klasyczny hamulec, że nie skorzystanie z tego dobrobytu byłoby głupotą. Plus, że są one stosunkowo tanie i będą tanieć wraz ze wzrostem popularności hamulców tarczowych. Bo ludzie będą się ich pozbywać, bo nie będą im pasowały do obecnego, “współczesnego” roweru. Kupienie Zippów za jakieś 40% ich początkowej wartości? Jak najbardziej możliwe.

Ostatecznie, szosa na klasycznych hamulcach to dla mnie prostota użytkowania. Nie jestem jakimś wybitnym mechanikiem rowerowym. Gdybym miał określić swoje umiejętności w skali 1-10 to napisałbym, że umiem używać kluczy inbusowych. Niech to o czymś świadczy. Z każdą poważniejszą usterką wolę skierować swoje kroki do zaprzyjaźnionego sklepu, żeby oni to zrobili porządnie. Bo jasne, mogę odpalić YouTube’a i pogmerać. Ale na co mi to, skoro chcę po prostu w spokoju jeździć, a nie martwić się odpowietrzaniem hamulców, sprawdzaniem stanu okładzin i tarcz i tak dalej. Wsiadając na rower chcę po prostu jechać. Ma to być spokój dla mojego mózgu, a na tę chwilę nie gwarantuje mi tego szosa na tarczach. Jeśli w ciągu kilku dni użytkowania Speca Roubaix hamulce tarczowe (NA SZTYWNYCH OSIACH!) doprowadzały mnie do szewskiej pasji, to nie chcę myśleć, co będzie w dłuższym użytkowaniu.

Hamulce tarczowe

Aktualnie wydaje mi się to być najbardziej oczywistym wyborem, jeśli bierzemy pod wpływem przyszłość. I jazdę po górach, jeśli nie potrafi się jeździć pod górę. A następnie, co jest naturalnym następstwem, zjeżdżać. Oczywiście, kiedy jeździmy na kołach z aluminiową powierzchnią hamowania to dużych problemów nie ma. Zaczynają się one dopiero na karbonowych kołach. A te, jak wiemy nie lubią wysokich temperatur powstających przy długim hamowaniu.

Hamulce tarczowe rozwiązują ten problem. W sumie nie tylko ten jeden, a całą rzeszę problemów. Koniec z przegrzewaniem powierzchni hamującej (i jej zużyciem). Dużo lepsza modulacja siły hamowania to nie tylko marketing i próba wyciągnięcia pieniędzy z kieszeni biednych ludzi. Miałem już okazję jeździć na kilkunastu rowerach szosowych z hamulcami tarczowymi i jest to najlepsza opcja dla każdego kolarza. Jakość hamowania oraz pewność jest zupełnie nie do opisania.

szosa

Szosa na hydraulice to jednak dla mnie dwa zasadnicze problemy. Estetyka oraz problem z samodzielną konserwacją tego układu. Więcej minusów? No cóż… o wadze nie będę wspominał, bo czy naprawdę te 200 gramów więcej to jest realna wada? Dla nas, świata amatorów?

Niezmiennie śmieszą mnie grupy kolarskie

Kiedy siedzę na Facebooku, a robię to często – bo kwestie zawodowe – to zdarza mi się zaglądać na liczne grupy kolarskie. Nie tylko te ze sprzedażą sprzętu. Jest taka jedna specyficzna formuła postów, która zawsze wywołuje na mojej twarzy uśmiech.

Rzecz jasna chodzi o te, w których ludzie pytają o zasadność zakupu rowerów na hamulcach tarczowych. Zawsze dodaję sobie takie posty do obserwowanych, i jeśli pojawi się odpowiedź żeby odpuścić sobie zakup takiego roweru przez większą wagę to… delikatnie poklepuję się po plecach. No bo, jak tu nie być z siebie dumnym, że przewidziało się przyszłość. A zasadność tego argumenty o większej wadze jest, no po prostu inwalidą. Chyba można tak pisać, w tym coraz bardziej ogarniętym manią poprawności politycznej świecie.

No bo skoro zawodowcy przełknęli te 200 gramów więcej w przypadku szosowych hamulców hydraulicznych to amator tego nie przełknie. Oczywiście, nie wszystkie zespoły zawodowe przeszły na tarcze. Lotto Soudal czy Lotto Jumbo Visma to tylko dwa, które od razu przychodzą mi do głowy. Ale kiedy mam z głowy wymienić te, które zapoczątkowały rewolucję w World Tourze to przychodzi mi to dużo łatwiej. Jasne, marketing, konsumpcjonizm i tworzenie popytu na produkt, który nikomu nie jest potrzebny.

Jeśli jeździć z grupą, to tylko na hamulcach szczękowych. Szczęki forever!

Ale czy faktycznie jest on nikomu niepotrzebny?

Bo kiedy myślę sobie o największej zalecie to uważam, że wygrywa z tak istotnym problemem jakim jest estetyka. O czym mowa? O tym, że hamulce tarczowe zawsze zahamują. NIEZALEŻNIE od pogody. Bo wiecie, koła karbonowe są fajne i lekkie, ale w mokrym zupełnie nie hamują. NIEZALEŻNIE jakich klocków używamy. One spowalniają – jeżdżę to wiem. I przerabiałem już wielu producentów i praktycznie we wszystkich miałem ten sam problem z hamowaniem w mokrych warunkach.

Hamulce hydrauliczne eliminują ten problem. I dla mnie to jest największa zaleta. Mam w domu dwie dziewczyny, do których chcę wracać po każdej jeździe. Wszyscy wiemy, jak jeżdżą nasi kierowcy na drogach i jaki mają stosunek do kolarzy uprawiających swój sport. Bardzo częste wymuszenia pierwszeństwa, zajeżdżanie drogi i tym podobne. W takich warunkach hamulce tarczowe to dodatkowe bezpieczeństwo. Ale jest też druga strona tego medalu, czyli bezpieczeństwo w jeździe w grupie. Wspomniał kiedyś o tym Bartosz Huzarski – jest za hamulcami tarczowymi, ale tylko w momencie kiedy wszyscy przesiadają się na ten system. W innych warunkach jest to niebezpieczeństwo w grupie, bo każde mocniejsze naciśnięcie klamki powoduje zatrzymanie roweru. Tego w przypadku klasycznych hamulców obręczowych nie ma.

I tak tylko nadmienię, że w tym roku Mistrzostwa Świata ze startu wspólnego w Yorkshire wygrał kolarz jadący na hamulcach tarczowych. Tak samo dwa lata temu. Świat World Touru się zmienia.

Zmienia się też świat amatorów

Bo jednak coraz większa liczba osób rozważa zakup szosy na hamulcach tarczowych. I coraz więcej ich widać na naszych drogach i ustawkach szosowych. Ja też stoję w rozkroku.

Z jednej strony chcę kupić szosę już teraz, natychmiast. Stanąć przed ladą sklepową i rzucić w twarz sprzedającemu kartą i krzyknąć “BIERZ MOJE PIENIĄDZE”. Ale z drugiej coraz częściej w moim myśleniu pojawia się temat wstrzymania do lipca i zobaczenia. co planuje Shimano. Bo, że coś planuje to pewne. To jedyny duży gracz, który wciąż ma tylko napęd jedenastorzędowy. Campagnolo i Sram oferują już 12. To co? 13 rzędów jak Rotor? Raczej wątpię.

szosa
To ja niedługo

Z drugiej strony jeśli teraz się wstrzymam, to wiadomo że w lipcu nie kupię nowego roweru. Bo na co mi rower na Dura-Ace. Nie mam marzeń do spełnienia i ochoty łechtania swojego ego. Rok później wyjdzie nowa Ultegra (i zapewne 105) przejmująca rozwiązania z najwyższej grupy. Jedynym game-changerem byłaby dla mnie 105 Di2, o której wszyscy plotkują i marzą od dawien dawna. To jest dobry moment, ale kto by wtedy chciał kupować Ultegrę Di2? No właśnie. Nikt.

Wiem, że kiedy wrzucę ten post na Fanpage’a to jedna osoba z zespołu automatycznie napisze do mnie i powie, żebym się nie ociągał i szosa na tarczach to jest idealny wybór dla mnie. I tam głęboko w moim serduszku się z nim zgadzam. 200 gramów cięższy rower to nie problem. Jedyne, co chcę to ładny rower. A póki nie pozbędziemy się tego dziwnego tworu klamkomanetkowego to nie będę w pełni zadowolony. Niestety, ale najlepiej w ręce leży mi klasyczna klamka na linkę. Ale za hamulce tarczowe na lince podziękuję. Chyba powoli staję się stary i zgnuśniały.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *